Wyjazd integracyjny można zrobić „po bożemu”: znaleźć hotel, dogadać menu, dorzucić jedną atrakcję, muzykę na wieczór i gotowe. Da się. Problem w tym, że po takim wyjeździe ludzie często wracają z pytaniem: „fajnie, ale co to właściwie miało zmienić?”.
Jeśli chcesz, żeby wyjazd integracyjny dla firmy naprawdę coś zrobił z zespołem – a nie tylko z budżetem – warto wiedzieć, gdzie najczęściej popełnia się błędy. Poniżej masz konkretną listę wraz z podpowiedziami, co zrobić inaczej.
Klasyk: „robimy wyjazd, bo zawsze robimy” albo „bo ludzie oczekują integracji”. Tyle że z tak postawionym „celem” da się uzasadnić wszystko – od survivalu po bal przebierańców – i nic z tego realnie nie wynika.
Zanim w ogóle zaczniesz rozsyłać zapytania do hoteli, odpowiedz sobie wprost:
Co jest dziś największym wyzwaniem w zespole?
– relacje, zaufanie, rotacja, zmiany, spadek motywacji?
Co chcesz, żeby ludzie zabrali ze sobą po wyjeździe?
– lepszy kontakt, poczucie docenienia, więcej otwartości, mniej napięć?
Jeżeli nie potrafisz tego ubrać w jedno–dwa zdania, to cała „organizacja wyjazdu integracyjnego” jest trochę strzelaniem na oślep. Hotel, atrakcje
Drugi klasyk: „u znajomych była gra miejska / wieczór casino / off-road – było super, zróbmy to samo”. Tylko że:
ich zespół to nie Twój zespół,
ich moment w firmie to nie Wasz moment,
to, że coś „zadziałało” raz, nie znaczy, że jest złotym standardem.
Dobry wyjazd integracyjny powinien być dobrany do:
tego, co się dzieje w organizacji,
tego, jacy ludzie faktycznie jadą (sprzedaż, IT, produkcja, management, mix),
tego, jaką rolę ma mieć integracja: bardziej relacyjna, aktywna, rozwojowa czy miks.
Gotowe programy są w porządku – pod warunkiem, że ktoś pomoże je dopasować do realnej sytuacji, a nie „wciśnie” to, co akurat ma w ofercie.
„Skoro już jedziemy, to upchnijmy jak najwięcej”. Efekt:
przyjazd późnym popołudniem,
szybka kolacja, wieczór do nocy,
rano śniadanie na pół przytomnie,
jedna atrakcja w terenie,
powrót.
Na papierze wygląda bogato. W praktyce:
brakuje czasu na spokojną rozmowę,
ludzie są zmęczeni,
wszystko dzieje się „na styk”.
Lepiej:
od razu założyć 2 noce przy wyjazdach, które mają cokolwiek zmienić,
w programie zostawić margines – na opóźnienia, pogodę, zwykłe bycie razem,
wybrać mniej modułów, ale sensownych (z jasnym celem, dobrym prowadzeniem, konkretnym efektem).
„Im więcej atrakcji, tym lepsza integracja” – to jedna z bardziej kosztownych bajek w tym biznesie.
Jeszcze jeden błąd: traktowanie wszystkich zespołów tak samo. Ten sam scenariusz:
dla sprzedawców,
dla programistów,
dla zarządu,
dla ludzi z produkcji.
Przykłady, które potem bolą:
mocno introwertyczny zespół rzucony w karaoke i „zabawy w kręgu”,
ekipa po bardzo trudnym okresie wrzucona w „hardcore survival z zadaniami na czas”,
osoby 50+ zmuszane do takich samych aktywności jak ekipa dwudziestoparolatków.
Dopasowanie nie jest fanaberią, tylko warunkiem, żeby ludzie w ogóle chcieli wejść w program, zamiast się od niego odciąć.
W praktyce warto zadać sobie kilka pytań:
jak ludzie spędzają czas na co dzień, co ich męczy, a co ich kręci,
na ile są otwarci na „formy zabawowe”,
ile mają fizycznej i psychicznej energii po ostatnich miesiącach.
Hotele i ośrodki potrafią zrobić dobrą robotę w tym, w czym są specjalistami: noclegi, sale, jedzenie, czasem proste atrakcje. Problem zaczyna się wtedy, gdy:
„Hotel ma kontakt do animatora, on zrobi integrację”.
Najczęściej kończy się to:
mocno generycznym programem,
zabawami, które znamy z kolonii,
brakiem spójności między tym, co mówisz ludziom w firmie na co dzień, a tym, co dzieje się na wyjeździe.
Organizacja wyjazdu integracyjnego to nie jest tylko rezerwacja hotelu. To również:
przemyślenie, co chcesz osiągnąć,
dobór formy, która pasuje do ludzi,
sensowny flow dnia,
prowadzący, który trzyma klimat i kierunek.
Hotel jest ważnym partnerem, ale nie jest agencją integracyjną. I nie musi być.
Czasem program jest naprawdę dobry, ale ludzie i tak wchodzą w niego na pół gwizdka, bo:
nie wiedzą, po co jadą,
nie wiedzą, czego się spodziewać,
mają swoje dopowiedzenia: „będzie nas ktoś oceniać”, „team building = głupie zabawy”.
Dwa kluczowe momenty, które często są olewane:
Komunikat przed wyjazdem
– krótko, konkretnie: po co jedziemy, jaki jest charakter wyjazdu, czego na pewno nie będzie (np. „to nie są testy sprawności” albo „nie będziemy nikogo zmuszać do wystąpień na scenie”), kilka praktycznych informacji.
Podsumowanie po wyjeździe
– nie musi to być raport na 10 stron. Wystarczy prosty komunikat: „po co to było”, co z tego bierzemy do codziennej pracy.
Brak komunikacji przed i po sprawia, że wyjazd zostaje w głowie jako „fajnie/niefajnie”, ale bez znaczenia dla tego, co dzieje się dalej.
Na papierze wszystko się zgadza. Program jest, miejsce jest, ludzie przyjechali. I nagle:
opóźnienia,
nie wiadomo, kto co prowadzi,
część osób „odpada” po pierwszym wieczorze,
nikt nie ogarnia przejść między modułami, transportu, drobiazgów.
Wyjazd bez osoby, która trzyma go w ręku (koordynator / prowadzący) często zamienia się w serię przypadkowych epizodów.
Rolą takiej osoby jest m.in.:
bycie „łącznikiem” między Tobą, hotelem, uczestnikami i atrakcjami,
reagowanie na bieżąco na pogodę, energię grupy, drobne kryzysy,
pilnowanie celu, który sobie założyliście (a nie tylko harmonogramu godzin).
To właśnie ta osoba często „robi” klimat i decyduje o tym, czy z wyjazdu zostaje coś więcej niż dobre jedzenie.
Żeby nie kończyć listą straszaków – krótki, prosty schemat, który realnie działa:
Nazwij cel wyjazdu
– co jest najważniejsze teraz dla tego zespołu? Relacje, docenienie, przepracowanie zmiany, wspólna energia?
Dobierz format do ludzi
– relacyjny, aktywny, rozwojowy albo miks. Weź pod uwagę: profil zespołu, etap firmy, wielkość grupy.
Zaplanuj realistyczny czas
– nie upychaj wszystkiego w 1 nocy, jeśli ma z tego coś wynikać. Zostaw margines.
Ogarnij program i prowadzenie
– nie tylko atrakcje, ale też flow, koordynator, sensowna część wieczorna.
Zadbaj o komunikację przed i po
– ludzie mają wiedzieć, po co jadą i co z tego wynika.
W Open Mind Team zaczynamy od rozmowy, nie od katalogu atrakcji.
Na etapie planowania:
pomagamy nazwać cel wyjazdu integracyjnego,
dopasowujemy format do zespołu (relacje, aktywność, rozwój – w odpowiednich proporcjach),
proponujemy konkretny program: wyjazd integracyjny, gra miejska, aktywności outdoor, szkolenie integracyjne, działania pomocowe,
zapewniamy koordynatora i prowadzącego, który trzyma całość w ryzach – od pierwszego dnia po ostatni punkt.
Jeśli stoisz przed decyzją, jak zorganizować wyjazd integracyjny dla swojej firmy, a nie chcesz uczyć się na własnych błędach – po prostu odezwij się do nas. Lepiej porozmawiać o tym wcześniej, niż tłumaczyć się potem z „ładnego, ale pustego” wyjazdu.